piątek, 5 września 2014

02. Pierwsze dni

Podróż samochodem do domu psiak przeżył bardzo dobrze, bez żadnych oporów od razu wskoczył nam do auta; trochę nie ogarniał jak i gdzie ma leżeć, ale dojechaliśmy z nim szczęśliwie i bezpiecznie. W sumie to byliśmy zaskoczeni, że tak ładnie będzie się zachowywał podczas podróży, przynajmniej jak na pierwszy raz. Zaraz po przyjeździe poszliśmy z bratem się z nim trochę przejść, przy okazji psiak poznał też moją przyjaciółkę, niestety z jej psem się nie polubili, a szkoda. Młody totalnie nie ogarniał wtedy chodzenia na smyczy, cały czas się plątał, chodził od prawej do lewej, od lewej do prawej i tak dalej :D


Tego samego dnia go też wyczesaliśmy i wykąpaliśmy, później w końcu poszliśmy z nim do domu. Ogółem zachowywał się grzecznie, męczące było jedynie to, że totalnie nie odstępował mnie na krok, jak tylko szłam do łazienki, choćby na chwilę, od razu biegł pod drzwi i tam czekał, czasami tak wariował, że zaczynał biegać wtedy po schodach góra-dół, dół-góra i tak dalej, więc żeby się uspokoił musiałam mu specjalnie otwierać drzwi, wtedy wchodził i znowu był spokój. Po krótkich spacerach przed pójściem spać również zaczynał trochę wariować, po wejściu do domu od razu biegł po schodach na górę, do mojego pokoju i tu w niego coś wstępowało, wskakiwał na łóżko, ogółem zaczynał skakać i biegać po podłodze, rzucać się itd., aż się rodzinka na górze zbierała, trzeba było trochę czasu żeby się uspokoił. W nocy na szczęście spał już spokojnie aż do poranka, kiedy to z nim na chwilkę wychodziłam, potem wracaliśmy i znowu ładnie kładł się spać, ja z resztą też. W tych ostatnich dniach przestałam wychodzić z nim już tak totalnie przed snem, szłam z nim po prostu trochę wcześniej, wtedy już tak nie wariował. Sprawa z jedzeniem miała się wtedy tak, że nawet całą miskę potrafił pochłonąć dosłownie w kilka, kilkanaście sekund, jakby bał się, że ktoś mu je zabierze.

Niestety po kilku dniach (chyba pięciu o ile dobrze pamiętam) stwierdziliśmy, że Rico nie za bardzo nadaje się do mieszkania w domu i potrzebuje jednak trochę więcej przestrzeni do wybiegania się niż tylko to co na spacerach. I tak też obecnie psiak biega sobie i śpi na naszym ogródku, który nie jest może jakoś specjalnie duży, ale doliczając do tego kilka dłuższych spacerów dziennie mogę śmiało stwierdzić, że jest mu tam lepiej niż w domu, gdzie w sumie tylko leżał, a tam jednak może się chociaż trochę wyszaleć. Nie jest to oczywiście tak, że pies cały czas siedzi tam teraz sam, bo tak nie jest, nadal do niego przychodzę. W każdym razie wydaje mi się, że jest mu teraz naprawdę dobrze i nie narzeka, przynajmniej taką mam nadzieję ;)

Nie wszystko jednak było tak piękne jak się wydaje, bowiem po kilku dniach spania na ogródku Rico totalnie rozwalił nam w altance poduszkę na huśtawkę ogrodową, materiał z środka poduszki był rozsypany dosłownie po całej altance. W międzyczasie pogryzł też taką poduszkę na leżak, rozszarpał worek brykietu i porozrzucał go po całym ogródku, pogryzł też plastikową łopatkę, którą gdzieś tam sobie znalazł. Cóż, nikt nie powiedział, że psiak będzie aniołkiem :D Swoją drogą na drugi dzień u nas urwał też smycz (w sumie się nie dziwię, bo nie była jakoś specjalnie wytrzymała, ale taką dostaliśmy w schronisku). Po dłuższym czasie przegryzł też taki długi sznurek, na którym go czasami brałam na spacery - ot, wystarczyło go po prostu przez przypadek zostawić nieschowanego, a już rano był w dwóch częściach, w końcu taki fajny jest do gryzienia :D Ta krótsza część mu w sumie służy do dzisiaj, bo Rico traktuje to sobie jako szarpak i wciąż lubi się nim bawić.

Na dziś to chyba tyle, bo więcej już niestety nie pamiętam :D


czwartek, 28 sierpnia 2014

01. No to start!

Na samym początku wypadałoby chyba przedstawić tytułowego bohatera tego oto bloga ;) Jest nim Rico (jego schroniskowe imię to Dino), psiak adoptowany przeze mnie i rodzinkę równy miesiąc temu, dokładnie 28 lipca 2014 roku. Nie znamy dokładnej daty jego urodzenia, ale w schronisku oceniono go na coś około roku, prawdopodobnie 9 miesięcy (no, teraz by już w takim razie było 10). No ale data urodzenia nam do szczęścia niepotrzebna :)
W sumie sama dokładnie nie wiem po co mi ten blog; postaram się jednak pisać tu od czasu do czasu - kto wie, może posłuży on nam na wzór jakiegoś pamiętnika. Wspomnienia są ważne, tak też mam nadzieję, że czytając go kiedyś, przypomną mi się dokładniej te wszystkie chwile spędzone z Rico.
Ogółem bloga tego miałam założyć od razu po adopcji pana Ricowskiego, ale niestety jestem strasznym leniem i jak widać potrzebowałam całego miesiąca na to, żeby w końcu się przemóc i go założyć. Póki co to chyba tyle :)

A poniżej wspomniany już Ricowski, jedno z jego pierwszych zdjęć ;)